Ciało ludzkie uznawane jest za materię doskonałą i najznakomitsze dzieło boskiego stworzenia. Nic więc dziwnego, że zachwycają się nim malarze, rzeźbiarze i fotografowie. Artystycznym hołdem najwyższym z możliwych - jest dla ludzkiego ciała akt.
Akt przez tysiąclecia ewoluował, owszem. Ale niezmiennie, niezależnie od epoki, aktualnego trendu czy mody – zawsze fascynował artystów, przez co uznawany jest dzisiaj za jeden z najważniejszych tematów malarskich i fotograficznych, a także - za nadrzędną dziedzinę zainteresowania rzeźbiarzy.
Oczywiście, na początku i we wstępnej, niestechnicyzowanej fazie rozwoju tematu - twórcom aktów chodziło o jak najdoskonalsze uchwycenie ludzkiego ciała i należyte wyeksponowanie jego piękna. Potem... trochę się to zmieniło...
Do aktów zaliczamy chociażby Wenus z Milo, chyba najsłynniejszy wizerunek półnagiej kobiety – bogini Afrodyty, autorstwa anonimowego artysty z okresu hellenistycznego. Akty to także obrazy Paula Rubensa, który uwielbiał uwieczniać na swoich płótnach pulchne, obfite, barokowe modelki. Inną, bardziej subtelną odsłonę aktu przedstawiał potem chociażby Henri Matisse. I tak trwałoby to w nieskończoność. Ale... pojawił się pęd ku technicyzacji obrazów i - summa summarum - sztukę uwieczniania nagiego ciała opanowała fotografia.
Wysublimowane zdjęcia Edwarda Westona czy kipiące luksusem przedstawienia nagiego ciała – uwielbianych przez amerykańskie gwiazdy – Annie Leibowitz i Mario Testino, to tylko maleńka część historii aktu Historii, która wychodzi poza bramy galerii sztuki i wdziera się do naszych domów.
I tak, akty to obrazy ścienne, fototapety na wymiar, figurki, a nawet – nadruki na zasłonach, fotografie na płótnie czy nowoczesne fototapety 3d. Akt – ten klasyczny – wszedł na stałe do dekoratorstwa, Z drugiej strony, był tam (w szeroko rozumianym dekoratorstwie, rzecz jasna) obecny od zawsze, ale... nie w tak powszechnej formie! Bo przecież na większości pradawnych dworów, znajdowały się galerie sztuki, w których królowały właśnie akty. Możnowładcy zlecali malarzom tworzenie na płótnach (nagich!) podobizn swoich nałożnic, a potem – z gotowymi obrazami podróżowali lub ozdabiali nimi swoje komnaty nocne. Dzisiaj, zachwyca nas rozbierana fototapeta do sypialni, która doskonale podkreśla barokowy, intymny nastrój pomieszczenia, a podobiznę wspomnianej Wenus z Milo najchętniej widzielibyśmy w formie fototapety do salonu.
Jak to się stało, że golizna, która powszechnie gorszy i powoduje zaogniające się dyskusje, i która jest piętnowana i obrazoburcza – doczekała się (pod postacią gorszego lub lepszego) aktu, tak owacyjnego przyjęcia? Dlaczego z filmów wycina się ryzykowne, nagie sceny, zachwycając się jednocześnie nad rozbieranymi zdjęciami, do których dostęp (pod postacią chociażby wspomnianej, cenionej i uznawanej za dowód wnętrzarskiego wysmakowania fototapety) nie jest ograniczony limitem pełnoletności? I dlaczego wciąż się zastanawiamy, jak ona, on i oni wyglądają nago?
Oto historia aktu w (nomen omen) 20 aktach, od klasycznych wizerunków bogów i bóstw, przez ciemne wieki nagiej posuchy, barokową fascynację kobietą XXL... aż po rozwój rozebranej fotografii – zarówno w tym złym, photoshop'owym wydaniu, jak i w wykonaniu obrazoburczego i balansującego na granicy dobrego smaku i konwencji porno Helmuta Newtona - czyli fotografa, który zafundował nam całym swoim życiem istną, cielesną rewolucję.